Od niedoboru do nadmiaru

Od niedoboru do nadmiaru

Osoby, które miały wątpliwą przyjemność zaznać poprzedniego systemu politycznego w naszym kraju, a szczególnie te, które przeżyły w nim większość dorosłego życia, pamiętają, jakim koszmarem były wówczas zakupy. Mając w perspektywie wyposażenie domu, obywatel PRL martwił się nie tyle o możliwości sfinansowania tego przedsięwzięcia, co o możliwość „upolowania” w placówkach handlowych potrzebnych artykułów. Ponieważ oferta rynkowa była bardzo ograniczone, wnętrza mieszkań wyglądały bardzo podobnie. Wszyscy mieli te same zastawy mebli, bo tylko takie sprzedawano, podobne dywany, firanki, itd. Nie tylko nie było wyboru, ale aby kupić cokolwiek tworzyły się gigantyczne kolejki, na meble czekało się czasem miesiącami. W równie ograniczonym i mało dostępnym asortymencie występowała wszelaka elektryka – kilka modeli żyrandoli, lampki nocne w jednym fasonie i kolorze, identyczne gniazdka, wyłączniki, itd. Szczęśliwcy, którzy mieli w mieszkaniach centralne ogrzewanie, nie musieli wystawać w kolejkach po zakup elektrycznego grzejnika , który dogrzewał zimną kuchnie lub łazienkę. Grzejniki takie, a później nowocześniejsze „dmuchawy”, także pochodziły od jednego producenta i były identyczne. Zdarzało się niejednokrotnie, że ktoś wracając do domu pomylił piętra w bloku i wszedł do nie swojego mieszkania, a pomyłkę zauważał dopiero po przyjrzeniu się drobiazgom.

[Głosów:1    Średnia:4/5]